no własnie, zainspirowały mnie do tego typu przemysleń 2 tematy na hard-core.pl. Tam dla ludzi deathcorem jest połaczenie breakdownów, ewentualnie blastów i koniecznie pedała na wokalu. Kurwa, rozpierdala mnie to za każdym razem. Dla mnie deathcore to NIE JEST emo death metal, tylko agresywny but na ryj. To NIE SĄ kapele pokroju Bring me the horizon czy totalnie miążdżacy gejozą, ruski Atoscan Z drugiej str. deathcora ni egraja też kapele takiej, jak Partisan, WTC czy The Grieving Process, co niejednokrotnie już słyszałem. Co wy mysliscie o tym zjawisku? |